W sobotę mama obudziła mnie i powiedziała, że jedzie na warsztaty wikliniarskie. Spytała, czy chcę jechać i jeśli tak, obwieściła, że za dwadzieścia minut wyjeżdżamy.
Powiedziałam oczywiście, że chcę jechać. Moim zadaniem było się szybko ubrać na sportowo. Podeszłam do szafy i jak co dnia nie wiedziałam, w co się ubrać. No więc ubrałam się w pierwsze lepsze rzeczy, zjadłam szybko śniadanie i już po chwili siedziałam w samochodzie. Jechałyśmy do Nowego Tomyśla, ośrodka wikliniarstwa. Trafiłyśmy do małego warsztatu. Zdecydowałyśmy na miejscu, że robimy koszyki. Bardzo się ucieszyłam.
Jutro napiszę, co i jak z tym koszykiem, bo to dość skomplikowane....
Mój koszyk jest super!